W piątek mój tata skręcił nogę i mój wyjazd na narty stoi pod znakiem zapytania. Ale są większe szanse że pojadę. Mam już wszystko przygotowane / prawie wszystko. Jestem taka podekscytowana. Wyjeżdżam już w niedzielę wczesnym rankiem. Szkoda ,że nie lecę samolotem tylko jadę samochodem aż do Włoch. Tak naprawdę to mam stracha na latanie samolotem. Kiedyś to było moje wielkie marzenie, ale po katastrofie w Smoleńsku zaczęłam się tego bać. Statkiem pływać też się boję. Chyba znacie historię Tytaniku, prawda. No dobra muszę już kończyć. CZEŚĆ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz